poniedziałek, 25 lipca 2016

  To co zaraz przeczytacie zmrozi Wam krew w żyłach lub gorzej!
Więc uważajcie:
    Połowa wakacji już za nami. Pewnie byłabym szczęśliwa, że dobrze wykorzystałam ten czas, ale jedna sytuacja nie daje mi spokoju. Wszystko zaczęło się dzień po gdańskiej ulewie. Pogoda była już całkiem ładna, więc z samego rana umówiłam się ze znajomymi, żeby zobaczyć czy nasze miasto faktycznie jest Atlantydą, a przy okazji szukaliśmy jakiś wodnych pokemonów. :) A więc, ruszyliśmy w stronę centrum ( rzecz jasna na piechotę).
  Szkód w mieście jako takich już nie było, ale pomiędzy moimi znajomymi rozpoczęła się dość burzliwa dyskusja na temat lodziarni Miś. To dosyć znane miejsce, albowiem robią tam najlepsze lody, produkowane na bazie świeżych i naturalnych produktów. Moje znajome wykłócały się, że nie ma sensu iść do Misia, bo ostatnio zmieniono przepis i to już nie są te same smaki. Musiałam to sprawdzić!
  Wzięłam porcję lodów karmelowych i malinowych. O matko, zakochałam się. Takie pyszne, że wzięła mnie ochota na dokładkę. No cóż... i to był mój błąd. Tym razem wzięłam karmel i cytrynę. No, pani mi trochę krzywo nałożyła, ale to nic. Idę dalej! 3 metry później moje lody wylądowały na ziemi. W mojej ręce został tylko wafelek, a na mojej buzi malowało się niezadowolenie i pojawiły się łzy w oczach. Moi towarzysze nie wyrabiali z beki, ale szczerze? Nikomu nie życzę podobnej sytuacji! Pyszne lody zmarnowane, poczułam się nagle taka mała, zupełnie jakbym miała 6 lat.
   No i jak mogę to podsumować tamte wydarzenie? Bardzo prosto: od tamtej pory jem lody tylko w kubeczku. :/

wtorek, 17 maja 2016

   Agent. Stary program powrócił na ekrany naszych telewizorów. Dosyć szybko zorientowałam się kto jest agentem, jednak kawałek niepewności towarzyszył mi do samego końca.
   Właściwie to zastanawiałam się czy nadawałabym się na agenta? Trzeba wykazać się masą sprytu i inteligencji. Chytre i ciche działania, w sposób, aby nikt nie zorientował się, kim naprawdę jestem.
   Uważam,  że narazie byłabym dobrym graczem. Chociaż nawet i ta rola nie należy do najłatwiejszych. Polega na spostrzegawczości, ale i nie tylko, bo jeszcze trzeba znać się trochę na ludziach. Nie jedna osoba dała się nabrać i zmanipulować.
   W rzeczywistości w okół nas jest masa agentów i graczy, o których nawet nie do końca wiemy. Dlatego trzeba wiedzieć z kim zakładać sojusze, żeby się nie dać i "nie stracić całej kasy". :)

piątek, 13 maja 2016

   Plotki rozchodzą się w zawrotnym tempie. Ostatnio miałam okazję się o tym przekonać na własne oczy, bo jednak gdy ma się w klasie 22 dziewczyny, to dużo się dzieje. Zarówno tych dobrych, jak i złych rzeczy.
   Wybuchła drama. Mnie, aż zbytnio nie dotyczyła, jednak byłam ze wszystkim na bieżąco, bo tyczyło się to mojej przyjaciółki Aurelii (tj. Znowu wymyślone imię). Pokłóciła się z taką jedną dziewczyną, która zaczęła na nią nagadywać. Wiadomo,  Aurelia nie pozostawała jej dłużna, a że miała wtyki,  dowiedziała się również ciekawych rzeczy o swojej rywalce. I tak oto właśnie powstała gównoburza! Tych plotek było w końcu tak wiele, że dowiedziały się o tym nawet osoby z innej szkoły. Każdy, każdemu opowiadał, aż do momentu gdy...
   Dziewczyny tak się pogubiły w tym natłoku (być może nie koniecznie prawdziwych ) informacji,  że nie pozostało im nic innego jak nawiązanie sojuszu i dokręcenie wszystkiego. Już jest okej, ale tyle co po drodze było nerwów i łez... Ech. Nie polecam nikomu.
   Czasem lepiej zamilczeć i przeczekać. Wiadomo,  walka o swoje też jest ważna,  ale jeśli mamy do czynienia z debilem, ( i nie mówię tego konkretnie o dziewczynach z posta, ale ogólnie) to taka osoba i tak zawsze będzie myślała,  że ma rację i nie da za wygraną. ;)

poniedziałek, 9 maja 2016

Czeeeść!
   W przeciągu dwóch tygodni w moje życie wtargnął się naprawdę wielki problem. Sprawy tak się potoczyły, że nie chciałam się zbytnio nimi chwalić. Nawet z najlepszymi przyjaciółkami. Sądziłam, że być może one mnie nie zrozumieją. Przez te dwa tygodnie nie poruszałam tak ważnego dla mnie tematu. Zachowywałam to dla siebie, dopóki na mojej drodze nie pojawił się naprawdę wielki INSECURE MESS.
   Stwierdziłam, że już dłużej tak nie wytrzymam i muszę się komuś wyżalić i ewentualnie poprosić o pomoc. Co się okazało? One wszystko wiedziały! Domyśliły się. Zrobiły sobie nawet ściśle tajną konwersację na facebook'u pt. "COŚ SIĘ DZIEJE". Kochane ♥.
   Teraz nie jestem pewna czy czegoś dobrze przed nimi nie ukryłam, czy po tych 10 latach znajomości nasze dusze połączyły się magiczną mocą, jaką jest telepatia? Jedno jest pewne: dostałam solidną nauczkę, że nie wolno się chować, a przy okazji mam kolejny dowód na to, że moje przyjaciółki są jedyne w swoim rodzaju i nie zamieniłabym ich na żadne inne. :)



piątek, 6 maja 2016

Hejo!
  Ostatnio stwierdziłam, że książki to są jednak naprawdę fajne. Dzięki nim można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Czytając przeżywamy przeróżne przygody, a najlepsze w nich jest to, że możemy je sobie sami wyobrazić. Moim skromnym zdaniem film jest nudniejszy niż książka, właśnie z tego powodu, że na ekranizacji mamy wszystko podane jak na tacy. Wtedy nie myślimy.
   Kiedyś nie doceniałam tego, jak cudowną rzeczą jest ten niby zwyczajny zbiór kartek. Mało tego, nienawidziłam książek! Nie lubiłam, gdy zmuszano mnie do czytania lektur szkolnych i właściwie w podstawówce przeczytałam tylko jedną, ale taką, która całkowicie zmieniła moje podejście. Był to "Oskar i pani Róża". Stwierdziłam, że sięgnę po nią tylko dlatego, że to była bardzo krótka książka, a przeczytanie jej zajęło mi tylko godzinę. Zakończenie było tak poruszające, że nie mogłam opanować łez. O tak, książka powinna wzbudzać emocje, to znak, że jest naprawdę dobra.
   Lubię mieć z nimi bezpośredni kontakt. Uważam, że ładnie pachną i ogólnie wygodniej się czyta, mając normalna lekturę w ręku, a nie tylko taką ściągniętą na pdf'a. Nie wypożyczam książek z biblioteki. Kupuję je i trzymam na półce. Być może to lekka strata pieniędzy, ale gdy na nie spojrzę raz, to wszystkie wspaniałe wydarzenia momentalnie mi się przypominają i czuję się wtedy bardzo szczęśliwa.
  Niektóre osoby po przeczytaniu całej książki, zostawiają je np. na przystanku autobusowym. Wtedy inni mają szanse na jej znalezienie! U mnie w bloku, na klatce schodowej bardzo często pozostawione są harlequiny. Biorę je dla mojej Babci. Czasami mam wrażenie, że Ona mogłaby żyć z samego czytania. ;)
   A jak zaczęła się Wasza przygoda z książkami? Lubicie je w ogóle, czy może jesteście wielkimi fanami filmu? :P
Cześć!
   Ostatnio doszłam do wniosku, że żeby mieszkać w bloku, trzeba mieć stalowe nerwy. Strasznie zazdroszczę osobom mieszkającym w domu, bo im nikt nie tupie nad głową, nikt im nie wali w kaloryfer, mają ciszę i spokój, a najczęściej jeszcze kawałek własnej ziemi.
   Moi sąsiedzi chyba mają grafik, kiedy mogą robić remont, bo wygląda to mniej więcej tak, że gdy Kowalski z pierwszego piętra skończy wiercić, to dzień po nim Nowak z trzeciego zacznie walić młotkiem w ścianę. W takich sytuacjach, aby zaznać chociaż odrobinę spokoju wychodzi się na balkon, a tam można znaleźć ciekawe przedmioty, między innymi takie jak koszule lub prześcieradła, które spadły z góry. Zaś w nocy, gdy masz już pewność, że żadnego remontu nie będzie, zaczyna się impreza lub starania o dziecko.
  Tak mniej więcej wygląda życie w moim bloku. Fakt, są też plusy mieszkania tu, gdzie się właśnie znajduję, ale to właściwie tylko to, że mam wszędzie blisko. Chociaż kierując się tym, w jak szybkim tempie rozwija się transport, to świat jest już i tak malutki.
   I tak to zazwyczaj jest, że nie docenia się tego co się ma. Ja narzekam na mieszkanie w bloku, ale znam też osoby, które żyją sobie w domku i chętnie by się ze mną zamieniły. To właściwie gdzie jest najlepiej? W domu czy w mieszkaniu? Czy może to wszystko zależy od tego, jakich ludzi ma się za ścianą?

czwartek, 5 maja 2016

Cześć! <- Heh, lubię się tak witać. :)
   To miał być spokojny dzień. Miałam w planach nie wychodzić dzisiaj z moich czterech ścian. Jakoś tak po prostu miałam taki rozleniwiony humor. Przygotowałam sobie pyszne jedzonko, włączyłam youtuba. Chill.
   Jak to zwykle bywa w takich pięknych chwilach jak ta, ktoś musiał mi przeszkodzić w słodkim leniuszkowaniu. Opatuliłam się kocykiem i ruszyłam otworzyć drzwi...mojemu bratu. Powiedział, że zabiera mnie na rolki i mam 7 minut, żeby się ogarnąć. Wyrobiłam się! (Applause!)
   Przejechaliśmy trasę z Brzeźna do Sopotu. Mieliśmy zamiar jeszcze dalej, ale ścieżka rowerowa w Sopocie jest brukowana (Nie polecam tam jazdy na rolkach :/). W planach było zrzucenie kalorii, ale zapachy pysznej pizzy zwabiły nas bardzo skutecznie. To było silniejsze od nas! 
  I Mimo tej ciężkiej jazdy po bruku i tak było wspaniale. Pogoda dopisała, a jadąc miałam świetny widok na plażę i morze. Uwielbiam nadmorskie zapachy. Żaden odświeżacz powietrza nie jest w stanie idealnie tego odzwierciedlić! Żaden! 
 
 
© 2012. Design by Main-Blogger - Blogger Template and Blogging Stuff